Ostatnie wpisy
Zakładki:
Moje blogi
|
piątek, 18 maja 2012
Praca zdechła
Wczoraj Julka stanęła w drzwiach, upuściła torbę na podłogę i oświadczyła, że straciła Pracę. Ja rozumiem, że śmierć (szczególnie ta ostatnia, gdy limit żyć został wykorzystany) to smutna sprawa, ale żeby tak strasznie rozpaczać z powodu śmierci kogoś, kogo się nie lubiło? Julka leżała na kanapie cały wieczór (wstawała tylko po to żeby zapalić papierosa) i przeraźliwie płakała. Powtarzała w kółko, że jest beznadziejna i do niczego się nie nadaje, Hubert głaskał ją po włosach i całował w czoło. To naprawdę dziwne, przecież zawsze narzekała, że musi iść do Pracy, to skąd ta rozpacz kiedy przykry obowiązek przestał istnieć? Ludzie są dziwni. Ona szczególnie. Ja muszę przyznać jestem z nowej sytuacji bardzo zadowolona. Julka wreszcie zaczęła się przykładać do swoich domowych obowiązków i jest na każde moje miałknięcie. Więcej głaskania, więcej czesania, więcej zabawy. Nadal mówi do mnie monosylabami, ale to nawet urocze bo widać, że się stara. Z dnia na dzień jest też coraz weselsza- chyba do tej ludzkiej główki powoli dociera, że życie bez Pracy jest o wiele przyjemniejsze. Dobrze, że zdechła.
wtorek, 27 marca 2012
Karma
Muszę przyznać, że od kiedy wróciliśmy z Mopem do domu, jedzenie znacznie się poprawiło. Hubert przytargał dwa worki całkiem smacznej karmy. Myślę, że ludzie próbują się trochę wkraść w nasze łaski po tym jak wymówili służbę na czas (jak to mówią) urlopu. Patrząc z perspektywy czasu, wyszło to nam na dobre: jedzenie lepsze, oni wypoczęci, nie narzekają tak bardzo na Pracę i mają więcej energii na zabawy z nami. No i te ptaki w tymczasowym domu (nazywają go "Udziadków") były niewątpliwą rozrywką. Hubert stwierdził ostatnio, że moja karma tak ładnie pachnie, że aż ma ochotę spróbować. Julka się śmiała nie wiedzieć czemu i w końcu zrezygnował. Bez przesady, aż takim tyranem nie jestem. Jak mają ochotę się poczęstować to proszę bardzo. Byle by wszystkiego mi nie zjedli. Choć z drugiej strony trochę mnie to łechce, nie powiem, że taki respekt przede mną czują, że nawet nie dojedzą po mnie tego co zostawiam.
niedziela, 25 marca 2012
Nowa służba
Pierwsze kilka dni w nowym domu przeleżałam pod kołdrą. Trochę z lenistwa, trochę dlatego, że kompletnie nie wiedziałam jak powinnam się zachować w tej sytuacji. Zupełnie obce przestrzenie, zapachy i ludzie z niewiadomego źródła. Niestety, podobnie jak Julka i Hubert, nie odznaczali się szczególną inteligencją, wyczuciem chwili ani dobrym smakiem. Nie rozumieli, że chcę pobyć sama i podawali równie paskudne żarcie. A co robił Mop? Mop się bał. Pierwszy raz dostrzegłam w nim dziecko- może jednak Julka nie była w błędzie twierdząc, że to gówniarz, tylko taki przerośnięty? Kiedy tak nie wychodziłam z łóżka, ludzie zaczęli panikować- jak to ludzie. Że mało jem, nic nie piję... Tak jakby jedynym źródłem wody w domu była miska, którą mi postawili. Przychodzili, brali na kolana, głaskali- straszna to była katorga. Na moje szczęście Mop szybko sobie przypomniał, że dominująca cechą jego charakteru jest... brak charakteru i zaczął się do nich łasić i przymilać, przez co skupił całą ich uwagę na sobie. To mi dało dodatkowe kilka dni nic nie robienia i wytchnienia. W końcu postanowiłam, że skoro mam żyć w tym domu to muszę się urządzić- zacząć wprowadzać swoje zasady i wychowywać ludzi. Chciałam namówić Mopa na współpracę. Głupek to głupek, ale cztery łapy ma, poza tym ludzie już go polubili więc odpowiednio poprowadzony mógł ich łatwo zmanipulować. Jednak ten kołtun uganiał się wciąż za ptakami w ogrodzie i nie widział potrzeby pracy u podstaw. W sumie te ptaki to ciekawa sprawa. W naszym poprzednim domu nie dało się ich złapać. Niby się kot zaczaił, dobrze podszedł, wykonał skok a tu nagle jakby jakaś niewidzialna ściana! Zaczynałam już myśleć, że ptaki są nie łapalne. A tu proszę, wystarczy zmienić dom i przezroczysta ściana znika. I tak mijały nam kolejne dni. Ja trenowałam ludzi, Mop mięśnie. Aż tu nagle zjawili się Julka i Hubert! Już się odzwyczaiłam od wysokich tonów, na które wchodzi ta dziewczyna gdy jest podekscytowana: "kotki, koteczki, wróciliśmy kochane!". Jak to wrócili? Najpierw porzucili a teraz co? Rozmyślili się? "Koniec wakacji, wracamy do domu, cieszycie się?"- piała nad nami. Ale my jesteśmy w domu, nie? Czmychnęłam pod kanapę czym prędzej, Mop też uciekł. Koty mają swoją godność, nie można tak po prostu porzucać służby u nich a potem wracać jakby nigdy nic. Julka stwierdziła, że ich nie poznajemy bo koty przywiązują się do miejsc a nie do ludzi. Jak ona coś powie to aż ogon opada!
poniedziałek, 13 lutego 2012
Wycieczka
Julka i Hubert są ostatnio nadzwyczaj zabiegani. To dość podejrzane. Cały dom wygląda inaczej- wszędzie walają się jakieś torby i sterty ubrań, wielka hucząca maszyna codziennie kotłuje w łazience kolory. Julka składa wszystko w kostkę, układa, segreguje, przekłada. Głośno dyskutują, śmieją się. Ekscytacja zagęszcza powietrze. To nigdy nie oznacza nic dobrego. Mop nic sobie z tego nie robi- głupek. Naiwnie bawi się, biega za piłką, pręży się, plącze pod nogami zabieganej Julki, przesiaduje na kolanach Huberta. Ja wolę trzymać się z daleka. To pewne, że oni coś knują. Dziś wzięli nas na kolana, głaskali i mówili, że będą tęsknić. Nie wiem co to znaczy ale na pewno coś złego- tak mi podpowiada moja kocia intuicja. Potem wyjęli z szafy ten paskudny przenośny domek. Wiedziałam! Co to, to nie. Tym razem nie dam się. Niech biorą Mopa. Głupek niczego nawet nie podejrzewał, od razu pozwolił by Hubert włożył go do tego dziwadła. Ja czmychnęłam szybko za łóżko. A niech szukają! Ajjj... jacy są zawzięci! Szybki skok do szafy- może nie zauważą? O nie, mają mnie! Zamknęli mnie w przenośnym domku. Teraz już nie ma sensu walczyć. Nie wiem czemu mi to robią. Mówią, że jedziemy na wycieczkę a przecież ja doskonale pamiętam, że na świat przyjechałam samochodem. Znów jedziemy tym warczącym stworem, znów zatrzyma się przed nowym domem. Czy to oznacza, że straciłam kolejne ze swoich siedmiu żyć?
czwartek, 22 grudnia 2011
Dzikus
Chyba nie zdawałam sobie sprawy, jaki przyjemny żywot wiodłam zanim w naszym domu zagościł Mop. Jestem już u skraju wyczerpania nerwowego, mam naprawdę dość. Ta kupa futra wciąż się ze mną drażni, skacze, ściska, gryzie, uwala się na mnie swoim wielkim kudłatym cielskiem. Wszędzie go pełno, wciąż za mną chodzi. Zero prywatności, ani chwili spokoju. No i te jego metody wychowawcze, które stosuje wobec ludzi… Dramat! Cała moja dwuletnia praca na marne. Tak ich rozpieścił, że zaczynają wierzyć, iż koty jedzą wszystko, zawsze trafiają do kuwety i chcą być głaskane wtedy, kiedy ludzie tego chcą. Jakby tego było jeszcze mało to ten dureń reaguje na imię, bawi się z nimi i aportuje gdy mu rzucają piłeczkę. Jak jakiś zapchlony kundel! Słyszałam jak Julka ostatnio mówiła, że Mop nie jest jednak mańkutem a norweskim kotem leśnym. No przecież z daleka widać, że to dzikus z lasu. Obrośnięty taki, nieuczesany, no i te jego prostackie maniery! Śpi gdzie popadnie, zeżre każdy ochłap jaki mu pod nos wpadnie i biega z wywieszonym jęzorem za byle wstążką czy szmatką. Zero klasy. Co też tym ludziom do głowy przyszło, żeby takiego dzikusa do domu sprowadzać. Nigdy im tego nie wybaczę! A co najgorsze nawet nie mam jak ich ukarać, bo Mop swoim posłuszeństwem zablokował wszelkie możliwości zemsty na ludziach. Przecież nie mogę ryzykować, że zaczną jego wielbić bardziej niż mnie! O co to, to nie. To ja jestem najpiękniejszym i najmądrzejszym kotem w tym domu.
czwartek, 01 grudnia 2011
Mańkut
Mop jeszcze się nie wyniósł. Jedyny z tego plus jest taki, że Julka nie chodzi do Pracy (pewnie boi się, że ten głupek coś zniszczy i postanowiła go pilnować) więc jest w dobrym humorze i ma więcej czasu na zabawę. No tylko, że teraz bawi się też z Mopem... i to moimi zabawkami! Dodam, że ten bezczelny drań używa też mojej kuwety. Ostatnio gdy mu tłumaczyłam żeby trzymał się od moich rzeczy z daleka, Julka spojrzała na mnie karcącym wzrokiem i powiedziała, że jestem jakaś głupia chyba, że tak warczę na dziecko. Dziecko? Głupia to jest Julka bez zwątpienia skoro twierdzi, że ten wielki kołtun jest dzieckiem... Mentalnie to i owszem, jak każdy facet, ale nie da się nie zauważyć, że ta kupa kłaków jest większa ode mnie a przecież powszechnie wiadomo, że jestem już dorosła. Jakby tego było mało to zaczęły się wycieczki znajomych Julki i Huberta, którzy przychodzą obejrzeć Mopa. Jakby on jakimś niestworzonym zjawiskiem był! Zwykły poczochrany kocur. Wszyscy się nim zachwycają a on ociera się im o nogi- lizus! Ja nie mam zamiaru. Dziwią się, że taki duży (widać Julka nie tylko mi wmawia, że to jeszcze dziecko) a Hubert tłumaczy, że jest duży bo to mainkun. Chyba mańkut? No i co to za rewelacja, że kot mańkut?! A co on nożem i widelcem je czy może listy lewą łapą pisze? Pogłupieli zupełnie ci moi ludzie, już nie mam do nich siły...
wtorek, 29 listopada 2011
Mop
Ostatnio Julka i Hubert chodzili bardzo podnieceni i wciąż mówili mi o niespodziance. Myślałam, że może wreszcie dadzą mi jakieś zjadliwe żywe żarcie do zabawy a tymczasem przynieśli do domu Mopa. Mop jest brudny, kudłaty i bezczelny. Chodzi po mieszkaniu obwąchując wszystkie kąty i zerka zaciekawiony na mnie wyciągając swoją poczochraną szyję. Jeśli ta trójka myśli, że Mop tu zamieszka to chyba oszaleli- wszyscy troje. Julka i Hubert pieją nad brudasem całymi dniami, że jaki śliczny, jaki pocieszny... Wściekam się strasznie, ale jak bardzo chcą i mnie głaskać, to w końcu im pozwalam bo trochę niepokoi mnie ich nagły wybuch miłości do nowego kocura. Boję się, że zaczną zaniedbywać swoje obowiązki wobec mnie- na ludzi to trzeba cały czas uważać. Podobno Mop jest ze schroniska i dlatego jest zestresowany i śmierdzi. Nie wiem co to jest schronisko, ale to musi być paskudne miejsce bo Julka i Hubert zawsze wracają stamtąd bardzo przygnębieni. I z takiego wstrętnego miejsca przytargali tego kocura nie wiem po co... Ale długo u nas nie zabawi- już ja o to zadbam. Podjęłam już akcję wypędzenia Mopa z domu. Pierwszym punktem było prowokowanie awantur- stwierdziłam, że jak w ferworze walki coś zdemolujemy to może Julka i Hubert zrozumieją, że dwa koty w domu to już tłum. Niestety ten nowy ma agresję na poziomie pluszowych myszek więc nic z tego. Ja wyciągam do niego pazury a on myśli, że to zabawa- głupek. A jak prycham na niego i syczę to tylko przekręca głowę i przygląda mi się dziwnie. Próbowałam też szantażu pozostawiając w różnych miejscach to, co powinno znaleźć się w kuwecie, ale tylko przysługę nowemu zrobiłam bo teraz Julka i Hubert wychwalają go za czystość (tego śmierdziucha!) a ja dostałam burę. Nie mając innego wyjścia, postanowiłam wziąć go głodem. Zapędziłam za łóżko i pilnuję wyjścia jednocześnie wyjadając mu wszystko z miski- poświęcam się strasznie bo ludzie mu karmę dla kociąt dają, tfu! Ale odechce mu się wtykania łap w nie swoje terytorium!
poniedziałek, 17 października 2011
Drapieżnik
Dziś wieczorem stało się coś dziwnego- Julka weszła do domu i bez słowa usiadła na kanapie. Siedziała nieruchomo i nic nie mówiła. Wydawała się jakaś taka skurczona. Hubert usiadł obok i zapytał co się stało. A ona dalej nic. W końcu powiedziała, że chce jej się płakać ze złości. A potem jakby puściły niewidzialne sznurki ściskające jej gardło, mówiła i mówiła, coraz szybciej i szybciej. W jej słowach słychać było rezygnację, poczucie krzywdy i żal. Nawet nie podnosiła głosu, co zwykle robi gdy jest podekscytowana. Mówiła o niesprawiedliwości i nieuczciwości, o kłamstwie, naiwności, złych intencjach, nadużytym zaufaniu i chorym systemie. Tak jak przypuszczałam, ta wredna Praca ją wkurzyła. Ale tym razem to było co innego, to nie była zwykła złość. W Julce coś chyba pękło. Hubert ją przytulił i milczeli przez chwilę aż w końcu Julka uśmiechnęła się i łamiącym się głosikiem przerwała ciszę: - Byłam dziś tak zła, że mogłabym kogoś zabić, ale pomyślałam, że kto by Ci gotował obiadki gdyby mnie zamknęli w więzieniu? - Kochana jesteś, zawsze o mnie myślisz- odpowiedział Hubert ze śmiechem i pocałował ją w czoło. Tego o Julce nie wiedziałam. Nie przypuszczałam, że jest drapieżnikiem.
poniedziałek, 26 września 2011
Córeczka
Ludzie kotom nigdy nie dorównają, to oczywiste. Muszę jednak przyznać, że Hubert ma trochę z kota- uwielbia spanie i drapanie. Julka nie ma wyboru i musi mu usługiwać jak prawdziwemu kotu, dlatego karmi go i głaszcze. On bardzo to lubi, łasi się i kładzie jej głowę na kolanach żeby go głaskała. I mruczy. Wczoraj Hubert zasnął gdy Julka miziała go po głowie. Próbowałam wcisnąć się między nich i załapać na odrobinę pieszczot, ale Julka strasznie się wierciła i szukała czegoś w torebce, balansując ciałem tak, by nie obudzić Huberta i mnie zrzuciła. Straszna z niej niezdara. Po chwili szamotania wyciągnęła różowe spinki i zaczęła układać loki Huberta w fantazyjną fryzurę. Była bardzo zadowolona. Nagle on się obudził, pomacał po głowie i niezadowolonym tonem zapytał: - A co ja jestem Twoim synkiem żebyś mnie tak czesała? - Synkiem?- zdziwiła się Julka - A co ja jakaś wariatka jestem żeby synkowi wpinać różowe spineczki? Jesteś córeczką! - powiedziała z dumą w głosie a ja niemal słyszałam jak z Huberta uszło powietrze.
niedziela, 25 września 2011
Znaki
Moi ludzie czasami wychodzą z domu na całą noc. Nie wiem gdzie idą ale na pewno nie do Pracy bo wracają w świetnych humorach. Potem śpią cały dzień i mogę wylegiwać się z nimi pod kołdrą. Lubię te dni. Ostatnio nie było ich tak długo, że zaczęłam się niepokoić i żeby dać temu wyraz zrobiłam kupę w przedpokoju- czuję jak bardzo mi to uwłacza, ale niestety ludzie są tak głupi, że subtelniejszych sygnałów zupełnie nie dostrzegają. Nagle usłyszałam chichot Julki na klatce, oho! będzie wesoło. Otworzyli drzwi i natknęli się na dowód mojej troski i niezadowolenia, Hubert (on jest odrobinę pojętniejszy) od razu zrozumiał moje intencje i w nagrodę zaczął się ze mną bawić ganiając za mną po całym domu, klaszcząc i krzycząc „Lola co to jest? Co to ma znaczyć?” hmm… w sumie nie wiem o co pytał, ale czy to ważne? Było super! Julka chwiejąc się cisnęła buty w kąt i grzecznie posprzątała. Potem wzięła mnie na kolana i bardzo powoli i wyraźnie mówiła „Lo-la nie rób tak wię-cej”. Powtarzała to w kółko otwierając szeroko buzię a ja patrzyłam na nią z politowaniem bo wyglądała wyjątkowo idiotycznie. W końcu zwróciła się do Huberta: - Kochanie, ja mam wrażenie, że ten kot wszystko rozumie tylko po prostu ma gdzieś to, co do niego mówimy. Niesamowite! Oni jednak nie są aż tak bardzo niepojętni jak myślałam.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||